• Wpisów:6
  • Średnio co: 172 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 07:31
  • Licznik odwiedzin:790 / 1209 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej.
No więc tak.. chciałam was poinformować, że skoro nie mam komentarzy ani nikt o tym blogu nie wie, to za dwa tygodnie zrobię go prywatnym. (;
Aha, i jeszcze jedno. Będę pisała też pamiętniki innych np. z Monster High, My Little Pony itp.
A tak wgl. kto gra w Słodki Flirt albo Cromimmi? c:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Siedziałem tam przez parę godzin. Jean po krótkim czasie zasnęła, a ja byłem pogrążony w półśnie. Zbudziła mnie Storm, która oświadczyła, że Mystique jest teraz zwykłą kobietą, a Magneto nawiał. Skinąłem głową, bojąc się, że mój ton zbudzi chorą. Kobieta jeszcze chwilę tam stała, spoglądając tęsknie na moją dłoń wplecioną w dłoń rudej, jednak się otrząsnęła i odeszła. Miałem wyrzuty sumienia: Ororo była naprawdę świetną przyjaciółką, ale nie byłem w stanie odwzajemnić jej miłości. Trzasnęła drzwiami, a Jean się lekko wzdrygnęła, ale nie obudziła. Łóżko szpitalne było duże, więc położyłem się obok i zasnęliśmy. Niestety, nasz sen zaburzył Logan, który wparował do leczalnii, w swoich traperach, na dodatek, upapranych błotem. Syknąłem, aby był cicho, ale moja narzeczona i tak się już zbudziła.
- Dureń. - warknąłem. On krzywo na mnie spojrzał, ale od razu zwrócił się do dziewczyny. Mówił coś o nowej misji, Magneto i Charlesie. Nic jednak nie rozumiałem. Moja ukochana chyba też nie bo tylko wzruszyła ramionami i odwróciła od niego wzrok. Wybiegł z furią, ale za chwilę wrócił z Xavier'em. Profesor wytłumaczył nam plan naszej nowej misji. Nie była ona jednak prosta, dlatego zakwestionowałem, że Jean nie może, bo jest chora. Nikt mnie jednak nie słuchał: Storm miała do mnie żal, Wolverine, wiadomo, nie polubiliśmy się, Rogue była z mną, a Charles spojrzał na mnie krytycznie. Westchnąłem. Nie chciałem, aby jechała na misję, no bo w końcu w jakim ona była stanie! Ale jakby została, martwiłbym się o nią. Magneto już się raz włamał, i chciał coś od niej, więc, jak zostawimy ją bez opieki, to na pewno to wykorzysta. A może.. może z nią zostanę, i odpuszczę sobie tą misję? To chyba dobry pomysł. Przedstawiłem go pozostałym, ale oni wykazali wyjątkową niechęć, co do jechania bez mnie. Westchnąłem.
- Jean, jak się czujesz? - spytałem czule. Spojrzała na mnie karcąco.
- Nic mi nie jest. Żadnych urazów wewnętrznych. To parę siniaków, i jedno rozcięcie na czole. Schowałam się. - odparła uspokajająco, głaszcząc mnie po policzku. Wszyscy wbili w nią wzrok, ale ona się tym nie przejmowała. Wkrótce, wyskoczyła z łóżka i stanęła przed wszystkimi, aby pokazać, że jest okazem zdrowia. I może nawet by się jej udało, gdyby z braku sił nie zachwiała się i nie opadła na łóżko. Burknęła coś, niezadowolona, pod nosem i nakryła się kocem aż po uszy. Wygoniłem wszystkich, bo mało mnie obchodziło, że to najważniejsza misja, jaką mamy.
 

 
Zerwałem się na nogi i wyciągnąłem rewolwer, jeszcze z poprzedniego pojedynku. Schowałem się pod stołem i wyskoczyłem wprost na Mystique. Ona jednak przybrała ciało Jean. A ja nie byłem w stanie do niej strzelić. Potem jednak, kiedy się poruszyła, postanowiłem nacisnąć na spust. Ale było już za późno. Uciekła mi. Byłem na siebie wściekły, dlatego rozpocząłem pościg. Wtem usłyszałem parę strzałów, krzyków i innych niepokojących odgłosów. Dochodziły z góry. Pobiegłem na miejsce i ujrzałem wijącego się Dwayne'a. Nad nim stała zmiennokształtna. Na moich oczach stracił moc. Skąd ta.. wzięła naszą broń?! Biegłem wprost na nią, robiąc od czasu do czasu uniki przed ostrzałem. Była teraz bezbronna, został jej ostatni nabój. Kopnąłem ją w brzuch i uchyliłem się przed śmiertelną fiolką, która rozbijając się od ściany, pękła a ciecz rozbryzgła się na podłodze. Złapałem kobietę za szyję, podniosłem ją po czym uderzyłem z całej siły jej ciałem o podłogę. No i znowu spróbowała swoich sztuczek. Ale tym razem na mnie to nie zadziałało. Zrzuciłem ją z okna. Upadła, a wokół rozlała się krew. Wiedziałem, że jej nie zabiłem, ale poczułem poczucie winy, kiedy zaczęła wymiotować czerwoną substancją. Widząc to, lekarze zabrali ją do swojego gabinetu. Wpadłem do pomieszczenia, który zamieszkiwała Jean. Ku mej uldze, żyła, i była cała i zdrowa. Przerażona kuliła się w kącie. Nad nią stał Magneto.
- Zostaw ją. - warknąłem. Zwróciłem jego uwagę. Uśmiechnął się, i zrobił coś, czego nie przewidziałem. Za pomocą swych mocy, telepatią zdjął mi okulary z nosa. No tak, metalowe oprawki. Krzyczałem, ale nie byłem w stanie zamknąć oczu. Zawirowało mi się głowie. Słyszałem dwa razy głośniej śmiech Eryka. Pod natłokiem hałasu, padłem na kolana, szukając okularów. W końcu dałem radę przymknąć powieki. Poczułem czyjeś delikatne dłonie na skroniach, a po chwili, zorientowałem się, że są na mym nosie.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na Jean. Była zakrwawiona, ale przytomna. Wziąłem ją na ręce i biegiem zaniosłem do jej własnego gabinetu. Nakazała mi podać sobie dane leki i wykonać pewne czynności.
- Idź, Scott. Bez ciebie nie dadzą sobie rady. - powiedziała, czując się lepiej.
- Nie. - syknąłem i usiadłem obok. Masowałem dłoń narzeczonej.
 

 
Dwa dni po tym, jak wróciłem z Loganem na barkach, on wyszedł z gabinetu. Miał na sobie tylko jeansowe spodnie i był uśmiechnięty. Spojrzał na mnie, klęczącego pod drzwiami, i zamartwiającego się o niego. Podszedł do mnie i podziękował.
- Nie dziękuj mi. Twoje podziękowania to ostatnia rzecz, którą chcę w tym momencie usłyszeć. Nawet nie wiesz, z jaką chęcią bym Cię tam zostawił. Ale pomyślałem o Jean.. ona się w tobie zakochała. Ona zdradzając mnie nie myślała o mnie, doskonale o tym wiem. Dlatego tak postąpiłem. Nie zrań jej, bo za siebie nie ręczę. - warknąłem, stając na nogi i pośpiesznym krokiem odszedłem z tamtego miejsca. Po drodze wpadłem na Ororo, która na mój widok uśmiechnęła się. Westchnąłem głęboko i ją wyminąłem. Czułem na swoich plecach jej zaskoczone spojrzenie, z małą domieszką bólu. Nie jestem w stanie teraz myśleć o nowej dziewczynie. Chyba już nikomu nie zaufam. Wpadłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Opadłem na łóżko i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Dywan, kilka szafek, duża szafa, trzy okna, łóżko, obrazy, stolik nocny, kilka butelek po napojach.. półeczka z zdjęciami, a na samym środku, ja i ruda. Zacisnąłem ręce w pięści i z furią zrzuciłem zdjęcie w srebnej oprawie na podłogę. Opadło z hukiem, lekko stłuczone. Przedstawiało nasz pocałunek, namiętny. Doskonale pamiętałem tamten dzień.. nasze zaręczyny. Wszystko do mnie wróciło. Kopnąłem to zdjęcie, po czym rzuciłem nim przez okno, jak najdalej. Oddychałem ciężko, i przez chwilę poczułem chęć skoczenia z tego okna.. pięć pięter, betonowa posadzka, śmiertelny upadek. Potrząsnąłem głową, wybijając sobie z głowy tą myśl. Nie jest tego warta. Ani ona, ani on. Poczułem się trochę lepiej, niszcząc pamiątki po naszym związku. Nagle sobie coś przypomniałem, i już miałem zacząć tego szukać, kiedy ktoś zapukał do moich drzwi. Stanąłem w miejscu, i starając się uspokoić, otworzyłem. Zamarłem.
- Co ty tutaj robisz? - wydukałem, siląc się, aby nie pocałować jej i nie przyjąć jej z otwartymi ramionami. Jean.
- Przepraszam Cię. Tak, pocałowałam go, ale nic dla mnie znaczy, rozumiesz? Myślałam, że coś do niego czuję, ale to było zauroczenie, nic nie znaczący, krótkotrwały romans. Scott, ja Cię kocham! - rzuciła mi się w ramiona, omiatając swym cudownym, bezowym zapachem. Z początku jej ulegałem, pozwoliłem nawet się pocałować.. aż w końcu i ja zacząłem ją całować.
Rano obudziłem się w pokoju, a obok mnie leżała moja eks. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czubek głowy. Tak ją kocham.. Teraz wiem, że nikt nie zdoła jej zastąpić. I w końcu się przyznała. Obiecała mi, że to się nie powtórzy. A ja postanowiłem dać jej drugą szansę. Nikt o tym nie wiedział, jeszcze z tym poczekamy. Było jednak już późno, dlatego zbudziłem moją ukochaną i sam zacząłem się ubierać. Piętnaście minut później, byliśmy już gotowi. Zamknąłem za nami drzwi i pożegnałem Jean pocałunkiem. Pobiegłem na główny plac, gdzie czekał na mnie mój uczeń, Dwayne. Przeprosiłem osiemnastolatka i rozpocząłem lekcję. Facet miał niezwykłą moc; wskrzeszał umarłych, i uśmiercał żywych. Musiałem go uczyć kontroli nad taką mocą. Nosił rękawice, ale nawet przez nie działała jego umiejętność.. tyle, że trochę słabiej. Dotknięty tracił przytomność. Byłem jednak zdezorientowany.
- Scott, co się dzieje? To co mi mówisz, umiem już od dwóch miesięcy. Może weź sobie wolne? - spytał Dwayne.
- Nie, czuję się wspaniale. Na dzisiaj to tyle. Jutro będzie nasza ostatnia lekcja. Przygotuj się, bo zdajesz ważny egzamin. Od tego zależy, czy będziesz mógł jeździć na misje. Jasne, dzieciaku? - zaśmiałem się i poczochrałem go po włosach.
- Spoko, i tak bym z tobą więcej nie wytrzymał. - zażartował i odbiegł na zbliżające się śniadanie. Ja również się tam udałem, po raz pierwszy od pewnego czasu. Przechodziłem akurat obok pokoju mojej dziewczyny. Usłyszałem tam pewien hałas, i zaalarmowany nim przystanąłem.
- Zostaw go w spokoju, okey? Myślałaś, że jak zerwiemy, to będziesz miała u niego jakiekolwiek szanse? Jesteś idiotką, Ororo. IDIOTKĄ. - rozpoznałem szyderczy śmiech Jean.
- Ja przynajmniej go kocham szczerze. A ty? Szukasz tylko okazji, aby całować się z innymi na prawo i lewo. - syknęła urażona Storm. Któraś złapała z klamkę, więc udawałem, że tylko przechodzę. Zastanowiłem się, podczas jedzenia, o czym mówiła "pogodynka". Zawsze były sobie bliskie, co je poróżniło? J a? Powątpiewałem.A poza tym, skoro mówiły sobie wszystko, to czy było więcej potencjalnych kochanków mej narzeczonej? Podczas mojego rozmyślania, do stołówki wpadła..
 

 
Obudziłem się późną nocą. Nad sobą ujrzałem lisa, który z zainteresowaniem mnie obwąchiwał. Potem jednak uciekł, nie zainteresowany mną. Zorientowałem się, że gdyby nie to zwierzę, nadal bym tak leżał. Najpierw poczułem pragnienie, następnie głód,a gdy zawiał wiatr, aż dostałem gęsiej skórki. Nie wiedziałem, co tam robię, ale gdy spojrzałem w lewo.. wszystko mi się przypomniało. Miałem początkowe problemy z wstaniem na nogi, bo byłem bardzo osłabiony, ale po krótce mi się to udało. Już miałem iść szukać drogi, kiedy zerknąłem na bezwładne ciało Logana. Westchnąłem niezadowolony. Przecież nie mogę go tutaj tak zostawić! Przykucnąłem, i przewiesiłem sobie jego ciało przez szyję. Było mi z nim bardzo ciężko, zwłaszcza, że błądziliśmy, a drogę oświetlało tylko słabe światło księżyca. Po chwili jednak ujrzałem jeszcze świeże ślady butów. Zaczęłam podążać obok nich, aby nie zadeptać żadnego. Byłem szczęśliwy, kiedy zobaczyłem ulicę. Kilka samochodów jeszcze jeździło, więc nie mogło być tak późno. Wyszłem na drogę i zacząłem machać wolną ręką. Dwa samochody zatrąbiły, natomiast trzeci się zatrzymał. Za kierownicą siedziała dwudziestoletnia, czarnowłosa kobieta. Uśmiechnęła się i pomogła mi ułożyć ciało na tylnym siedzeniu. Ja sam usiadłem obok niej. Była ubrana w jeansowe, obcisłe spodnie, miętowej barwy i czarną, skórzaną kurtkę z złotymi detalami. Na usta nałożyła bordową szminkę, a rzęsy poprawiła tuszem. Zaczęła rozmowę, pytając o "trupa na tylnych siedzeniach". Odparłem z rozbawieniem, że on nie jest trupem, choć chciałbym, aby nim był. Śmialiśmy się przez całą jazdę, aż dojechaliśmy na miejsce. Podziękowałem jej i podałem jej swój numer telefonu. Wysiadłem i zabrałem nieprzytomnego Logana do Instytutu. Wprowadziłem kod, a drzwi uległy. Tam, zaniepokojeni hałasem, czekali na nas Jean, Ororo i Charles. Zrzuciłem niedbale Wolverine'a na posadzkę, a dziewczyny zaniosły go do gabinetu. Wyszła z niego tylko Storm, która do mnie podbiegła i zawiesiła mi się na szyi. Objąłem ją w pasie i też ją uścisnąłem. Wtedy odsunęła się lekko i dotknęła mojego policzka. Przypomniałem sobie o ranie. Kobieta przygryzła wargę i gdzieś pobiegła, jednak po chwili wróciła z woreczkiem lodu w dłoni. Przyłożyła mi go do obolałego miejsca. Podziękowałem jej, zabrałem lód i poszłem do swojego pokoju. Przebrałem się i umyłem, po czym położyłem się spać. Od razu zasnąłem, po takich zdarzeniach.. przymrużyłem oczy i wyobraziłem sobie mnie i Jean na plaży, a obok nas grupkę dzieci..
Rankiem zbudziłem się dosyć wcześnie, zaalarmowany krzykami z dołu. Założyłem kombinezon i wpadłem do gabinetu mojej byłej, skąd dobiegał hałas. Zobaczyłem Wolverine'a, który był reanimowany. Byłem zaskoczony. Przecież tylko go uśpiłem! Kilka godzin trwała operacja. Wcześniej mnie wypchnięto z sali. Czekałem pod drzwiami, modląc się, by nic mu się jednak nie stało. Storm próbowała mnie pocieszyć, przynosiła mi posiłki, i przez pewien czas była z mną. Ją tam wpuszczono, dlatego przynosiła mi raporty. W końcu usłyszałem słowo "przeżył". Uśmiechnąłem się po raz pierwszy odkąd zerwałem z telepatką. Ale nie trafiłem go zwykłą usypiającą substancją. Mógł stracić moce, dlatego się nie regenerował. Byłem wściekły na Xavier'a. Jak mógł nas oszukać?! Oddychałem z wściekłością.
- Scott, nic się nie stało. Logan żyje, i nadal jest mutantem. - powiedziała Storm.
- Nic nie rozumiesz. Co by było, gdybym przypadkiem trafił ciebie, albo Jean? On ma silną moc regeneracyjną, a wy nie. Stałybyście się zwykłymi ludźmi! - zaprzeczyłem zdegustowany. Ona mnie przytuliła i lekko pocałowała w policzek. Wtedy spojrzałem jej w oczy i dostrzegłem w nich szczerość i miłość. Zacisnąłem dłonie w pięści. Jak dla mnie, było jeszcze za wcześnie, jak na nową miłość...

CDN.
 

 
Od kilku dni, mianowicie odkąd pojawił się Logan, Jean zachowuje się dziwnie. Nie zwraca na mnie uwagi, i cały czas się wokół niego kręci. Okey, rozumiem, że trafił do nas w ciężkim stanie, ale co z jego mocą regeneracji? Da sobie radę bez nieustannej troskliwości mojej narzeczonej. Poza tym, on też ma na nią chrapkę. Ta sprawa mnie irytuje, ale w końcu zaufanie to fundament każdego związku, a bez dowodów, wiele nie zdziałam. Ale te wszystkie słodkie słówka, spojrzenia.. nie wytrzymałem, i śledziłem moją ukochaną.
Wiem, wiem, że to z mojej strony nie w porządku. No cóż, przynajmniej mam usprawiedliwienie: ona zachowała się jeszcze bardziej nie w porządku do mnie. Pocałowała go. Załamałem się. Tyle lat związku, miłości i troskliwości prysło w dwa dni. Poczekałem, aż Jean łaskawie przyjdzie i mi to wyjawi. Niestety, nic się nie zmieniło. Zerwałem z nią zaręczyny. Tutaj nawet nie chodzi już o ten pocałunek! Nie przyznała się, nie przybiegła do mnie z płaczem, wyjawiając całą prawdę. Każdego dnia siadała obok, zagadywała i całowała w policzek.. jakby nic się nie stało. Czyli, że mogła dokonać czegoś takiego już kilkakrotnie, bez mojej wiedzy.
Nie chciałem tego okazywać przy kimś, ale każdej nocy za nią tęskniłem, a widząc Logana, miałem ochotę go zabić. Doskoczyć do niego, przycisnąć do ściany, i zsunąć z oczu okulary. Ale się powstrzymywałem i udawałem stoicki spokój. Uwierzcie mi, że to nie jest łatwe.
Kilka dni późnej, ku mojej uldze, Charles ogłosił kolejną misję. Dla mnie, Storm, Jean i n i e g o. Ucieszyłem się, bo już długo nie miałem się czym zająć, a myślenie o zaistniałej sytuacji mnie przygnębiało. Każdy dostał po trzy rewolwery z usypiającą substancją. Na szczęście, nie uśmiercającą.. Zaraz się dowiecie czemu.
Odkąd ja i Marvel Girl oficjalnie przestaliśmy być razem, Wolverine to wykorzystywał do zbliżenia się do niej. Przed rozpoczęciem, jeszcze w aucie, pocałowali się na moich oczach. Moja dłoń zawisła na spuście broni, jednak Xavier dał mi do zrozumienia. Kiwnąłem głową, po czym wbiłem wzrok w moje buty.
Dojechaliśmy na miejsce pół godziny później. Wyskoczyłem z auta, które jeszcze nie zdążyło dobrze zaparkować, zniesmaczony tą "zakochaną" parką. Przytulili się, i w tym momencie wyskoczyła na nas cała banda nieznanych nam mutantów, a na ich czele, Mystique. Postanowiłem się nią zająć, i stanąłem z tyłu. Nie zauważyła mnie. Począłem się skradać, ale wtedy Wolverine wybiegł na nią z pazurami, przy okazji mnie nimi drapiąc. Na moim policzku powstała głęboka, krwawiąca rana. Syknąłem z bólu i nie myśląc co robię, strzeliłem w Logana z rewolweru, a on padł na ziemię bezwładny. Zostały tylko Jean i Storm.. w końcu wszyscy uważali, że sobie poradzę. Oprócz tego nowicjusza. Mystique kopnęła mnie w brzuch i razem z ciałem Wolverine'a schowała w gąszczu lasu. Mnie, krwawiącego i obolałego, oraz jego, nieprzytomnego. Zakląłem pod nosem i straciłem przytomność...

***
Jak się wam podobało? :3 Pisać więcej??
Pozdrawiam i nutka na dziś. Mój ukochany zespół; Skillet. Achh <3